Nasz ostatni motocyklowy wypad w Alpy Włoskie był nieco inny niż planowałem, ale mimo niespodzianek – jak zawsze niezapomniany. Wyruszyliśmy w kameralnym składzie – tylko ja i Piotrek – z planem przejechania alpejskich tras przez trzy pełne dni. Niestety, na miejscu okazało się, że Piotrka dopadł niespodziewany ból zęba, który skutecznie utrudnił mu czerpanie przyjemności z jazdy. Mimo to nie zrezygnowaliśmy – skróciliśmy wyjazd o jeden dzień, ale zrobiliśmy około 3/4 zaplanowanych tras.

Naszą bazą był uroczy apartament w górach, w okolicach Bolzano, otoczony winnicami i zamkniętym terenem – idealne miejsce na odpoczynek po dniu jazdy. Z samego rana wskakiwaliśmy na motocykle i ruszaliśmy w stronę Dolomitów. Przełęcze, zakręty i alpejskie widoki – tego właśnie było nam trzeba.

Odwiedziliśmy m.in. słynną Passo Sella – jedno z tych miejsc, które trzeba zaliczyć choć raz w życiu na motocyklu. Anegdota głosi, że kto nie „zamknie opony” na Selli, ten musi wracać aż się uda. Ja… chyba jeszcze muszę tam wrócić 😉. Choć nie przejechaliśmy wszystkich 14 planowanych przełęczy, i tak zrobiliśmy konkretną trasę – było intensywnie, widowiskowo i z dużą dawką emocji.




Nie mogło nas również zabraknąć w najbardziej epickim miejscu dla motocyklistów w całych Alpach – na Passo dello Stelvio. To druga najwyżej położona utwardzona przełęcz w Alpach, znajdująca się na 2757 m n.p.m.. Wjechaliśmy na sam szczyt, skąd rozciąga się słynny widok na kilkadziesiąt ostrych zakrętów wijących się serpentynami pod górę. Niesamowite miejsce, które każdy motocyklista powinien zobaczyć przynajmniej raz w życiu!



Ja testowałem nową Yamahę Tracer 9 GT+, która w takich warunkach pokazuje pełnię swoich możliwości. Zautomatyzowana skrzynia i systemy wspomagające jazdę to prawdziwe złoto – pozwalały mi bardziej podziwiać krajobrazy niż zastanawiać się, czy dobrze zbijam biegi. Piotrek również świetnie się odnalazł na swojej Hondzie NT1100 DCT – automatyczna skrzynia i wygoda jazdy były zdecydowanym atutem w tych górskich warunkach.


Choć wyjazd był krótszy niż planowaliśmy, pogoda dopisała, trasy były rewelacyjne, a emocji nie brakowało. To była prawdziwa esencja motocyklowej przygody – kameralnie, górzyście i z uśmiechem na twarzy.
A jeśli też chcesz doświadczyć czegoś podobnego – zapraszam na kolejne wyprawy. Alpy zawsze będą w planach!
